Czasem wydaje się, że spada nam na głowę cały świat. Jedna chwila i nie wiemy co robić. Nasze życie przypomina walące się World Trade Center.
Nienawidzę tego ucisku w mostku i braku oddechu. Bólu wypełniającego płuca. Strach sprawia, że w żyłach czuje się jakby kryształki lodu. Zatory przerażenia. Powoli przesuwają się po układzie krwionośnym… a gdy dotrą do serca/mózgu – nie ma ratunku. Pozostaje czekać na śmierć w męczarniach.
Tylko, że upragniona śmierć nie nadchodzi. Żyjemy mimo wszystko. Dorosłe życie powoli uczy nas, że nie ważne jak jest źle – musimy żyć. Musimy się męczyć. Kochamy ludzi, którzy mają nas gdzieś; milczymy, gdy naprawdę potrzebujemy wsparcia; krzyczymy, gdy oczekują od nas spokoju i ciszy. Człowiek nigdy nie nauczy się postępować rozważnie. Nigdy nie ucieknie od zwyczajnych problemów.
Właściwie co pozostaje nam obrać za sens naszej egzystencji? Naukę sztuki cierpienia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz